Thierry Crouzet

Automatyczne tłumaczenie z francuskiego

Nagle poczułem obrzydzenie do koronawirusa. Wszystko, co mówi się o pandemii, daje mi snopek i nie chcę wtykać palców głęboko w gardło. Nie chcę już być jednym z tych, którzy przewidują, że świat będzie taki sam, gorszy, inny, a nawet lepszy, jednym z tych, którzy czerpią z niego korzyści z prowadzenia politycznych walk, jednym z tych, którzy upadną na rząd lub przyjdą na jego ratunek.

Dotarłem do przedawkowania, w tym przedawkowania mediów. Ponieważ od początku stycznia spędziłem życie z nosem w wiadomościach, ze wszystkim, co mają przygnębiające i wywołujące niepokój, nie dlatego, że to wina dziennikarzy, ale nas samych, zawsze szybko spieszy do najciemniejszych faktów.

Teraz nawet zeszyty uwięzienia nie mają dla mnie znaczenia. Głosy anonimowych, artystów, intelektualistów są do siebie podobne, wszyscy zjednoczeni w bagnistej normie, w której utonąłem i którą staram się oderwać, aby uniknąć śmierci mózgu, która stanowi odmienianie.

Ustawiam Flipboard, mój agregator wiadomości, aby odbierał wszystko na hashtagu #coronavirus. Im więcej dni mijało, tym bardziej usuwałem źródła, takie strony były przeznaczone dla osób z ograniczeniami, inne mówiły o seksie dla osób z ograniczeniami lub życiu nieszczęśliwych gwiazd podczas uwięzienia. W końcu miałem tylko źródła naukowe, które zwykle czytałem. Krąg został zamknięty, koronawirus stał się podmiotem jak każdy inny, a zamknięcie nie było doświadczeniem.

Nie pozostało ze mnie nic oprócz frustracji. Frustracja przede wszystkim wobec państwa policyjnego, głupiego, scentralizowanego, zaprzeczającego nam. To stare uczucie we mnie, że powstrzymywanie mnie tylko obudziło, co sprawiło, że wznowiłem strój bojowy, który, jak myślałem, zdecydowanie został odłożony po próżnych i męczących walkach.

Przyznaję, że czułem, jak siły odradzają się we mnie i poza mną, ale są zbyt nieuporządkowane, aby były trwałe, że tworzą ruch nośny, który miałby szansę wywrzeć wpływ. Pilność nie jest jeszcze wystarczająco duża, koncepcje są zbyt intelektualne, rozbieżne życzenia. Istnieje niezaprzeczalna pożywka dla czegoś innego, ale wciąż bezowocna, a może z natury zakopana na polu utopii. Dlatego nauczę się znów żyć z moją frustracją, nadal wewnętrznie sprzeczając się z większością fiksistów, którzy nie chcą niczego zmienić i nie mniej niebezpiecznymi wyznawcami upadku, którzy czerpią osobiste korzyści z leżących u ich podstaw obaw, w taki sam sposób jak media, przy użyciu tych samych mechanizmów generowania widowni.

Czy podczas porodu doświadczyłem czegoś innego? Z pewnością ból fizyczny. Ponieważ cierpiałem wcześniej na łagodne zapalenie kapsułki i które z powodu braku sesji fizjoterapii stało się ciężkie, bez tego mogłem ulżyć infiltracji hydrokortyzonu pod artroskopem, ponieważ ośrodki obrazowania medycznego wokół mojego domu były zamknięte dla rodzaj ran, które sprawiają, że czujesz się, jakbyś został dźgnięty w ramię i dobrze się bawisz obracając ostrze.

Awaria systemu! Smak zapaści? Nawet, ponieważ gdybym był ministrem, czołowym sportowcem lub kapitalistą, otrzymałbym zastrzyk z kortykosteroidów i życie toczyłoby się tak jak wcześniej. Z uwięzieniem czułem się na swoim miejscu, ani zbyt wysoko w tym społeczeństwie, ani zbyt nisko, a ponadto raczej w górę niż w dół, biorąc pod uwagę moje środowisko życia.

Wreszcie, przeżywałem głównie z frustracją, gdy czułem ograniczenia wolności, frustrację związaną z koniecznością pozostania w domu z niewłaściwych powodów, jak gdyby we Francji zawsze trzeba było cierpieć z powodu rozwiązywania problemów, tak jakby cały postęp mógł być tylko robić to w imię ofiary, jakkolwiek by to nie było małe.

Ta frustracja wydaje się absurdalna, ale silniej wpłynęła na moją mamę. W wieku 81 lat uwięzienie sprawiło, że zwinął się na sobie. Ciągle powtarzała: „Po co z tego żyć?” „ Schudła, nie ubierała się w określone dni, nawet nie wychodziła do swojego ogrodu. Ograniczyliśmy się, aby uniknąć masakry wśród starszych, ale nawet nie zapytano nas o ich opinię. Moja mama byłaby temu przeciwna i wielu innych z nią. Przetrwanie nie wystarczy, aby żyć. Skończyło się na tym, że doradziłem mamie, żeby wyszła, odważyła się na koronawirusa, a ona wstała.

Wyciągam tylko jedną lekcję z tego nieszczęśliwego wypadku polegającego na uwięzieniu: wolności indywidualne mogą się rozwijać wyłącznie kosztem wolności osób prawnych (kościołów, stanów, przedsiębiorstw itp.). Indywidualna wolność musi pozostać naszym celem, wszelkie ograniczenia wolności indywidualnych przynoszą efekt przeciwny do zamierzonego. Przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji należy zadać sobie pytanie, czy to zwiększa wolności indywidualne. Jeśli nie, powinniśmy szukać innego rozwiązania.

Przeszliśmy przez kryzys, cofając się, ponieważ odwróciliśmy się od terroryzmu i że możemy to zrobić w obliczu zmian klimatu. Gorzko zdałem sobie sprawę z tego, że obóz wolnych mężczyzn i kobiet był w mniejszości, a nawet oblegani przez prawoskórnych, prowadzących lekcje, zboczeńców, sparaliżowanych z pewnością.

Chcemy mieć prawo do popełniania błędów, poprawiania siebie, próbowania czegoś innego. Chcemy być wolni, ponieważ nie mamy rozwiązania i musimy go poszukać. Chcemy być wolni, ponieważ to nasz sposób na życie. Wolno myśleć, swobodnie się poruszać, swobodnie nas kochać.

Uwięzienie dotyczyło tego, co istotne, mojej filozoficznej podstawy. Czy to uczucie jest wspólne? Nie wiem, wątpię w to, kiedy widzę kolejki przy drzwiach McDonalda, kiedy otwierają się ponownie lub supermarkety rekrutują nowych klientów, obiecując im maski medyczne. Ponieważ te reakcje, a zwłaszcza te, które one wywołują, nie prowadzą mnie do przekonania, że ​​wolność wyszła z kryzysu wygrywając, wbrew naszym nawykom, które wydają się chcieć jak najszybciej odzyskać stracony czas, aby odzyskać kurs, który tymczasowo odeszli, co wydaje się świadczyć o tym, że w większości nasze życie nas satysfakcjonuje i że marzenie o zmianie kilku szczegółów nie jest nawet perspektywą.

Jak zawsze mam wybór, tak długo, jak to możliwe, aby prowadzić swoje życie tak, jak chcę, starać się żyć nim tak, aby było tak piękne, jak to możliwe, z frustracją wiedząc, że tak będzie jeszcze piękniejsze, jeśli więcej z nas miało taką samą nadzieję.

Pragnę być w świecie bez proroka, świecie wolnym od dumy, świecie, w którym jesteśmy ciekawi, ponieważ niczego nie rozumiemy, ponieważ wczorajsze rozwiązania nie są aktualne na dziś, niepewny świat, niepewny świat, świat stworzony dla przygody, a nie dla przyzwyczajeń.